Tydzień dwa po naszym ślubie z Madą we wrześniu 2009 przyszedł czas na poprawiny „bis“ w postaci zjazdu rodzinnego w Okunince.
Oczywiście, już poznałem Wuja Jacka wcześniej, ale jako nowy członek klanu to miałem przywilej kiedy przyjechaliśmy w ten piękny dzień nad lubelskim jeziorem i usiedliśmy we dwójkę z Wujem w ogródku. Najpierw przesłuchanie: czym się zajmuję, jakim cudem mówię po polsku… Po paru minutach Wuj chciał rzeczywiście zbadać moją polskość i postawił małe co nieco na stół – wypiliśmy zdrowie i pytania się skończyły!
Zawsze serdeczny, człowiek z ogromnym sercem i z wielkim poczuciem humoru. Będzie mi go bardzo brakowało.
RIP
