Był zawsze

Jacek Domański to mój Ojciec chrzestny, Brat mamy, Wujek. Był zawsze. Od początku.
Był na moich chrzcinach ( oczywiście), był na moim ślubie, był na chrzcie moich dzieci, na ślubie syna, na pierwszych urodzinach mojego wnuka.
Ale przede wszystkim był bratem mojej mamy, Jadwigi Domańskiej. Mama umarła już prawie 20 lat temu, ale przez cały ten czas mogłam ją zobaczyć w Wujku. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżałam do Krakowa, wypytywałam o dawne czasy. Dowiedziałam się dużo, ale ciągle za mało. Mam jeszcze tyle pytań!
Kochali się bardzo mocno, tak jak cała rodzina. Wujek zawsze z wielką miłością wspominał swoją Mamę, Tatę, siostry i brata.
Lubiłam słuchać jak mama i Wujek spierali się o swojego Tatę. Mama mówiła, że Dziadek był wspaniałym człowiekiem, zawsze spokojnym, bez nałogów, kryształowo uczciwym. Wujek śmiał się, że ich tata lubił i wypić, i zapalić. Ale nigdy nie podważał uczciwości ojca.
Ostatnim razem, kiedy widzieliśmy się jeszcze przed pandemią, opowiedział o historii przyfrontowej z 1944. Miał wtedy 10 lat. Razem z kolegą znalazł jakąś porzuconą przez żołnierzy amunicję. Bawili się w rozbijanie pocisków i na tym nakrył ich 18-letni wówczas Andrzej. Starszy brat zareagował ostro, ale nie powiedział o tym rodzicom. Mimo to w jakiś tajemniczy sposób rodzice się dowiedzieli i chłopcom “się dostało”.
Wujek był z mamą do końca. Umierała długo, dwa lata chorowała na raka.
Ale przez całe życie, chociaż mieszkali daleko od siebie, spotykali się często. Wspólnie odwiedzali grób rodziców w Chorzelowie, wspólnie wyjeżdżali do Karpacza, do cioci Toli. Zachowały się zdjęcia ze wspólnej, górskiej wycieczki: bardzo młodzi Andrzej, Jadzia i Jacek. Ja sama mam mgliste wspomnienia z podobnej wizyty Wujka w Karpaczu. Wtedy już z rodziną, ciocią i dwiema córeczkami.
Parę dobrych lat później odwiedzałam Wujka i Ciocię w Krakowie z mamą, potem z mężem. A potem z synem, wreszcie, najczęściej, z córką. Zawsze byłam serdecznie witana. Zawsze mogłam liczyć na Cioci i Wujka wspaniałą gościnność.
Będzie mi go bardzo brakowało, bo przecież zawsze BYŁ.

Dodaj komentarz